- czyli krótka opowieść o tym, że nawet na oddziale onkologicznym można zostawiać powagę wraz okryciem wierzchnim w szatni. Wcale nie tak dawno temu, bo zaledwie w marcu Ciocia Ola, która jeszcze wtedy nie była Ciocią Olą zjawiła się na oddziale onkologicznym żeby poznać, jeszcze wciąż nie swojego, Walecznego Podopiecznego. Zanim Ciocia Ola dotarła do izolatki w której leżał pewien pyskaty młodzieniec, była zwyczajnym ‘kimś tam’, robiącym ‘coś tam’ bywającym ‘gdzieś tam;. Wiele osób , które postanawiają zostać wolontariuszami, otwarcie i dużo mówi o potrzebie działania dla innych, przywracania uśmiechu, a każde z tych stwierdzeń jest delikatnie przesiąknięte chęcią zbawienia chociaż kawałka świata. Ciocia Ola daleka była od misji humanitarnych. Nie miała żadnego wyobrażenia o tym, jak wolontariat oddziałowy powinien wyglądać. Chciała wykorzystać swoje gadulstwo, rozśmieszyć, sprawić, by wtorek był trochę inny od środy, ale też poukładać parę spraw w swojej głowie i życiu. Jako wprawiona w bojach ciotka siostrzenic i siostrzeńców, spodziewała się, że najłatwiej będzie jej nawiązać kontakt z maluchami. Czasami jednak życie wie lepiej, co dla nas dobre i warto otworzyć głowę na nowe doświadczenia . Bo los (albo jak kto woli – przypadek) sprawił, że Ciocia Ola została ciocią prawie siedemnastoletniego, pyskatego mężczyzny. Kim była Ciocia Ola i co robiła zanim została wolontariuszką GAJUSZA jest w kontekście tej historii nieistotne. Istotny jest ten, który mimochodem, nieświadomie, przewrócił spory kawał życia Cioci Oli do góry nogami, dokonał roszady w systemie wartości i może nie zdołał poukładać wszystkiego w głowie cioci Oli, ale na pewno sprawił, że Ciocia Ola polubiła odrobinę ten swój bałagan. Ciocia Ola została ciocią, bo wszystkie inne funkcje – mamy i sióstr, były i są wzorowo wypełniane i zarezerwowane dla bliskich Krzyśka. Do ról męskich szczególnie się nie wyrywała, na koleżankę jest już trochę za stara, natomiast jako ciocia ma bardzo szeroki wachlarz możliwości. Może rozśmieszać, wysłuchać, doradzić, opieprzyć, pomilczeć, dlatego jest niezwykle dumna ze swojej roli. Podopieczny Cioci Oli – Krzysiek, to taki trochę weteran onkologiczny, bo walczy z nowotworem już po raz drugi. Kiedy poznała Go ciocia Ola, leżał właśnie w izolatce, wyglądał jak siedem nieszczęść, ale pyskaty jęzor i cięte riposty ani na moment nie pozwoliły zwątpić Cioci Oli w to, że bez względu na to, jakie przeszkody będzie musiał pokonać ten Łysy Najfajniejszy Na Świecie Podluch, pokona je na pewno i jest to tylko kwestią czasu. Wydawać by się mogło, że jesteśmy z Krzyśkiem „Zwyczajnym” duetem złożonym z wolontariuszki i pacjenta. Krzysiek znany jest jednak z tego, że peszy nawet Panie z personelu szpitalnego, ma nietuzinkowe poczucie humoru i do niego musi należeć ostatnie zdanie. Trafił jednak swój na swego. Możemy się bez zawahania założyć o to, że „takich trzech, jak nas dwoje, to nie ma ani jednego” ;-). Mimo zabawnego tonu naszych rozmów, ciężkostrawnych dowcipów, częstego rozmawiania o pierdołach, oboje zdajemy sobie sprawę, że historia o nas, to opowieść ze straszną chorobą w tle. Dlatego tym bardziej, poza rozmowami o sprawach ważnych i poważnych , cenimy sobie własne dowcipy, żarty, przekomarzanie się i potyczki słowne, które sprawiają, że nawet na oddziale onkologicznym słychać śmiech. Ani ciocia Ola ani Waleczny Podopieczny nie są szczególnie wierzący- nie wierzą przede wszystkim w przypadki. Wierzą natomiast w to, że po prostu musieli się poznać. Oprócz tego, że Krzyśkowi dzięki Ciotce trochę łatwiej znieść szpitalną rutynę, ma się komu wyżalić, komu popyskować , podokuczać i zwierzyć, a Ciocia Ola nieustannie uczy się pokory i dystansu do rzeczy małoważnych, oprócz tego wszystkiego, co wiąże się z obopólnymi korzyściami wynikającymi z wolontariatu, zyskali dużo więcej – przyjaźń. Oto kilka historii o nas – pyskatym, chorym chłopaczysku i wygadanej wolontariuszce. Bo nawet na oddziale onkologicznym nadmiar powagi jest niewskazany ;-) Występują: CO, czyli Ciocia Ola WP, czyli Waleczny Podopieczny POCZĄTEK Ciocia Ola zjawia się na oddziale onkologicznym. Kolana jej drżą, serce wali, a wielki zielony fartuch i maska na twarzy sprawiają, że wygląda jak Buka z Doliny Muminków. Nie ma pojęcia jak zagadać do obcego siedemnastolatka, którego mina wskazuje jednoznacznie, że wizyty i pogawędki to ostatnia rzecz, jakiej sobie życzył. Waleczny Podopieczny ma jednak to do siebie, że lubi zaskakiwać: WP: (z przekąsem i złośliwym uśmiechem): gdybym wiedział, że przyjdzie do mnie taka fajna wolontariuszka, jakoś bym się przygotował, zdjął piżamę… CO: (zszokowana, ale nie dająca po sobie poznać, wbijająca wzrok w łyse czoło pyskatego młodzieńca): no no… i mógłbyś się jakoś uczesać… Następnym razem chciałabym Cię widzieć z przedziałkiem na środku głowy… Ciocia Ola naiwnie myślała, że to koniec potyczki słownej. Została jednak mocno zgaszona: WP: Przedziałek? Myślałem, że wolisz niegrzecznych chłopców i chciałem zrobić irokeza - Tak oto Waleczny Podopieczny z głową łysą jak kolano zdobył serce swojej nowej wolontariuszki <3 „Poznajmy się” Parafrazując doskonale znany wszystkich filmowy cytat „w każdej rozmowie jest tak, że ktoś musi zacząć jako pierwszy” pozwolę sobie przypomnieć jedną z pierwszych rozmów, która miała na celu znalezienie wspólnych tematów do rozmowy pomiędzy Ciotką, a Krzyśkiem. Jeżeli ktokolwiek uważa, że w przypadku 17-latka i 22-latki jest to łatwe, informuję, że NIE, ale daliśmy radę ;-) : CO: a czym się interesujesz? WP: lubię historię… szczególnie interesują mnie bitwy, wojny, strategie, opisy walk… CO głośno przełykając ślinę…: mhm… WP: i lubię piłkę nożną bardzo. Jestem fanem Widzewa. W moim pokoju chce mieć herb Widzewa! CO: coraz bardziej niepewna i przerażona: O Jezu… WP: i słucham hip hopu. A Ty słuchasz…? CO: z paniką w głosie i oczach: tak się nie da! Zapytam o coś innego i na pewno znajdziemy coś wspólnego!! CO LUBISZ JEŚĆ? MOŻE CIASTA? WP: lubię jabłecznik… CO: uradowana: MAM CIĘ! HA! ZNAM, UMIEM, UPIEKĘ! „DLA CIEBIE WSZYSTKO!” Czerwiec, jeden z naprawdę nielicznych upalnych dni. Ciocia Ola cierpi z powodu znęcającej się nad nią, służbowej koszuli i marynarki. Dostaje smsa od Krzyśka, którego za cholerę nie miała w tamtym czasie jak i kiedy odwiedzić. Podopieczny prosił o pilne przybycie. Jako, że ciocia Ola ma w sobie coś z nadopiekuńczej niańki, zdążyła już nieco wpaść w panikę. Odłożyła wszystkie zaplanowane sprawy na potem, wsiadła na swojego dwukołowego rumaka z motylkiem na dzwoneczku i ile sił w nogach popędziła na Spotną. I już miała zakładać gustowne , foliowe obuwie, już jedną nogą znajduje się na stopniu, kiedy nagle dostrzega Krzyśka ubranego w krótkie spodenki, ekstra białe adidasy, kolorowy t-shirt i przeciwsłoneczne okulary: CO: ale.. ale.. jak to?! Ja myślałam, że coś się dzieje, że źle się czujesz? Co jest?! WP: miałem zostać na oddziale, ale mnie wypuszczają. Mama będzie po mnie dopiero za kilka godzin. Nudziłem się. Chodź na obiad. CO: ?! ;D KRZYSIEEEEK!!!! Dobra, w sumie to jestem głodna… „TROSZCZĘ SIĘ O CIEBIE!” Ciocia Ola, która wiecznie jest przed lub po odchudzaniu, najczęściej stosując kilka diet jednocześnie, bo na jednej się nie najada, została namówiona na wypad na pizzę. Atmosfera jest miła, żarty opowiadają się same, gdy wtem, w pół kęsa, Waleczny Podopieczny z troską w głosie tako rzecze do swej głodnej jak cholera Ciotki: WP: ale Ty Ciotka nie jedz tyle, bo jak mi się roztyjesz, to będę Cię musiał wymienić na nową wolontariuszkę. Jak ja się z Tobą na mieście pokaże?! CO: :D „ZACHCIEWAJKI” Waleczny Podopieczny boryka się z problemem obcym Cioci Oli jak język niemiecki. Mimo starań pragnących mu dogodzić bliskich, za nic w świecie nie chce jeść. Jakież więc było zdziwienie Cioci Oli, kiedy przy okazji którejś z wizyt oświadczył, że jest głodny. WP: Ciotka, jestem głodny. .. CO : O! Ty? Niemożliwe! Kim jesteś chłopcze, bo na pewno nie Krzyśkiem! No dobra, mam Ci coś przynieść ? Kupić? Zrobić? Co chcesz zjeść? WP: Mam ochotę na kaszankę z chlebem CO: KASZANKĘ?! Masz zachciewajki gorsze niż baba w ciąży! Skąd ja Ci wytrzasnę kaszankę? WP: No ciotka… Zrób to dla mnie, jestem, biednym chłopcem z onkologii… jakby nie było kaszanki, to mogą być szprotki w pomidorach.. Ciocia Ola poszła i zginęła na dłuższy czas. Wróciła tryumfalnie dzierżąc w dłoniach puszkę szprotek oraz chleb. Oczekiwała oklasków i werbli, albo przynamniej uśmiechu. A tymczasem… WP: chciałem zwykły pszenny chleb, takiego nie lubię. „BOJĘ SIĘ” Waleczny Podopieczny wyruszył do Wrocławia, gdzie czekał go przeszczep szpiku. Rozmowa na facebooku, początkowo naprawdę poważna: WP: Wiesz , czego naprawdę się boję…? CO: Czego Słońce? .........I tu nastąpiła mrożąca krew pauza… WP: że jak już będzie po wszystkim, będę się musiał tak spić, że wrócę tu na przeszczep wątroby Hupsh! dźwięk spadającej z krzesła Cioci Oli Mimo nawrotu choroby, kiepskich wyników badań, wielu niepewnych momentów i gorszych dni, Waleczny Podopieczny nigdy się nie poddał. Właśnie znajduje się we Wrocławiu, gdzie przeprowadzono u niego przeszczep szpiku kostnego. Radosnego tonu głosu w słuchawce nie da się opisać używając liter na klawiaturze. Ciocia Ola jest najszczęśliwszą ciotką pod słońcem, choć zaczyna trawić ją drobny lęk i niepewność. Żarty się kończą, bo lada moment będzie musiała, dotrzymać słowa i pojechać ze swym Walecznym Podopiecznym na dyskotekę, aby świętować jego tryumf ;-) - Ciocia Ola ,czyli Ola Radomska, wolontariuszka fundacji GAJUSZ i - Waleczny Podopieczny, czyli Krzysiek Ślężak, pacjent oddziału onkologicznego.